Blog > Komentarze do wpisu

Opowiadania pisane prozom - Kelner

Był lipiec 1975 roku, Roman był dyplomowanym kelnerem, fach miał w ręku, pracował w jednej z restauracji, w pewnym nadmorskim kurorcie. Była godzina 1.00, normalnie o tej godzinie przypadał koniec pracy, i do 2.00 pracowała obsługa baru, portierzy i pan Heniu, wykidajło, ale Roman postanowił zostać dłużej bo jakieś typy z pewnego stolika zdrowo dawały napiwki. Romana nie trzeba było uczyć, co pewien czas podchodził do wiadomego stoliczka i się pytał: "czy czegoś państwu nie trzeba się?" - szczególnie akcentował to śięę, szczególnie i ogólnie że był jusz po kilku pięćdziesiątkach. Po wódeczce panie starszy, i coś na ząb, się robi proszę szanownego pana odpowiedział Roman i poszedł do kuchni, a następnie z baru wziął 4 pięćdziesiątki i to zaniósł, skasowało ponownie dobry napiwek i tak było jeszcze ze dwa razy do 2 w nocy.

Za piętnaście druga na salę wszedł pan Heniu i oznajmił: proszę państwa już zamykamy, zapraszamy jutro! Zaraz potem do wstających od stołu wiadomych gości podszedł Roman, skasował rachunek, i udając uprzejmego zaproponował przytrzymanie marynarki bo gość wcześniej ją zdjął i powiesił na krześle,  O!, bardzo jest pan miły odpowiedział gość i się odwrócił tyłem by skorzystać z pomocy kelnera - biorąc marynarkę z krzesełka Roman błyskawicznym sprawnym ruchem włożył łapę do wewnętrznej kieszeni i szybko upuścił portfel na podłogę, nie był dzieckiem żeby brać to w łape i do kieszeni. Roman jeszcze zagadując odprowadzał gości w kierunku drzwi nerwowo co chwila lukając czy nikt nie podłazi do wiadomego stolika, ale gości prawie już w tamtej części restauracji nie było, a tu nagle gość od marynarki mówi: "za tak miłą obsługę to się panu starszemu należy napiwek!" - i sięga ręką do marynarki, Roman gwałtownie łapie tę rękę i głośno i stanowczo mówi: "nie! nie! stanowczo nie!" - i w formie żartu dodaje: "kelner może brać tylko przy stoliku" - po tych słowach Romana zapanowała ogólna wesołość i goście sobie poszli. 

Roman błyskawicznie podszedł do wiadomego stolika i upuścił niby służbową ściereczkę na portfel, po czem podniósł ściereczkę a razem z nią portfel, i od razu udał się na zaplecze. Stanął przy drzwiach wyjściowych na podwórze, tam błyskawicznie wyją z portfela pieniądze, było tego ponad 3000 złotych, jeszcze pod nosem zamruczał: "jebany badylarz, sie chuj obłowił" (Roman był zastępcą przewodniczącego POP PZPR w spółdzielni która prowadziła tą knajpę). Forse schował do kieszeni a portfel cisną za ogrodzenie knajpy, w strone ulicy. 

Pomógł jeszcze znieść do kuchni naczynia kelnerom z obsługi baru, i siadł na zapleczu przy stoliku służbowym, otarł czoło z potu, pomyślał jeszcze raz o tych 3 patykach, gamba mu sie rozjaśniła, po chwili wstał i poszedł do kuchni, przyniósł sobie schabowego, kiszone ogórki i trochę chleba, no i oczywiście butelkę w której było gdzieś dobre 200 gram, najpierw wychylił pięćdziesiątkę, potem przegryzł ogórkiem, chuchnął i się sam do siebie uśmiechnął, i powiedział na głos, dobra nasza.


poniedziałek, 27 lutego 2017, foton.3
Tagi: literatura

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
joe255
2017/02/28 20:04:30
lepiej: LITERATURA FAKTU
-
foton.3
2017/02/28 21:27:46
Jednak proza to proza :D
-
joe255
2017/03/05 18:54:35
proza (życia)
-
foton.3
2017/03/05 23:38:04
Tak jakby...
-
Gość: Pozdro, *.nyc.res.rr.com
2017/03/10 18:13:44
Fajne .
-
joe255
2017/03/10 19:29:05
ciag dalszy będzie?
-
foton.3
2017/03/11 05:06:40
Odpowiadam w sposób zdecydowany, jak Bóg pozwoli to bedzie, proza jest proza...